podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł
Wybrana mała czcionka

"300 osób do końca grudnia", czyli Stocznia Gdańsk kusi pracą i płacą

Podwyższyliśmy wynagrodzenia, ale tylko pracownikom bezpośredniej produkcji, czyli tym, o których najtrudniej - twierdzi Arkadiusz Aszyk.

fot. Maciej Kosycarz/KFP

Podwyższyliśmy wynagrodzenia, ale tylko pracownikom bezpośredniej produkcji, czyli tym, o których najtrudniej - twierdzi Arkadiusz Aszyk.

Wieże wiatrowe, konstrukcje stalowe i statki. Stocznia Gdańsk chce być najlepszym pracodawcą na Pomorzu. O kuszeniu funduszem nagród i etatami, o tym że OZE nie wszystkich wyżywi, a tradycyjny offshore i owszem oraz że i tak wszyscy czekają na energetykę rozmawiamy z Arkadiuszem Aszykiem, członkiem zarządu Stoczni Gdańsk.



Podobno podwyższyliście płace w stoczni?

Arkadiusz Aszyk:- Tak. Postanowiliśmy być najlepszym pracodawcą na Pomorzu. Do tego chcemy też dać pracę. Mamy nawet takie hasło "300 osób do końca grudnia", oczywiście tego roku.

To bardzo ambitne zadanie. Myślę o zostaniu najlepszym pracodawcą, bo znalezienie 300 stoczniowców, to na dziś nie tyle ambitne, co mało realne zadanie. Gdzie się podziali stoczniowcy?

- Po likwidacji Stoczni Gdynia duża część poszła na emerytury, część przekwalifikowała się, a wielu wyjechało, np. do norweskich stoczni. Nasz niedobór na dziś przy bezpośredniej produkcji to ok. 600 osób. Dlatego część prac zlecamy naszym podwykonawcom i wtedy zmniejsza się zapotrzebowanie. Część pracowników mamy z zagranicy. Doraźnie radzimy sobie. Jednak naszym celem jest, aby z tych 600 brakujących, 300 znaleźć na lokalnym rynku i zatrudnić. Nie mówimy, że nie będziemy ściągać pracowników z zagranicy, wszystko zależy od natężenia pracy. Jednak wolelibyśmy zatrudniać naszych i to na stałe. Chcemy zbudować podstawowy trzon, czyli 1100 pracowników. To o 300 osób więcej niż teraz. Do tego wspomagająco od 200 do 300 osób np. z zagranicy.

Coś więcej o tych podwyżkach.

- Podwyższyliśmy wynagrodzenia, ale tylko pracownikom bezpośredniej produkcji, czyli tym, o których najtrudniej. To grupa ok. 800 osób. Jednak co istotne nie podnieśliśmy wynagrodzenia w stawkach zasadniczych. Stworzyliśmy kilkuelementowy fundusz nagród z tzw. puli zarządu. Nagradzamy jakość, frekwencję, ale też wydajność. Liczymy, że dzięki systemowi nagród średnie miesięczne wynagrodzenie wzrośnie o ok. 20-30 proc. Najlepsi mogą liczyć nawet na 50 proc. wzrost. Co ważne są to umowy o pracę. Chcę przy tym podkreślić, że nie wykluczamy współpracy z osobami mającymi działalność. Jednak u nas tego typu umowy stanowią niewielki odsetek. Aktualnie w ten sposób pracuje zaledwie kilkadziesiąt. Na działalności gospodarczej najlepszym pracownikom płacimy nawet 35 zł za godzinę. Jak ktoś pracuje 200 godzin to może zarobić nawet 7 tys. Ale wówczas bez wszystkich dodatków socjalnych, które stanowią określoną wartość dodaną wynagrodzenia. Przed wprowadzeniem systemu nagród średnia płaca w grupie zawodowej spawacz, monter wynosiła ok. 3 700 zł brutto. Teraz jest to 4 200 brutto. Średnio, bo najlepsi fachowcy na umowę o pracę mogą zarobić ok. 6-7 tys. brutto. To są bardzo dobre wynagrodzenia. Śmiem twierdzić, że obecnie najlepsze na rynku stoczniowym na Pomorzu.

Liczy Pan na to, że takie pieniądze skuszą?

- Tak, choć cały czas ciągnie się za nami opinia, że w Stoczni mało płacą, a dużo trzeba robić. To nieprawda. Jeżeli ktoś ma kwalifikacje i chce pracować, może liczyć na atrakcyjne wynagrodzenie. Kiedyś się mówiło, że można zarobić, ale trzeba "tyrać w nadgodzinach". Tymczasem miesięcznie na pracownika bezpośredniej produkcji średnio na osobę przypada ok. 18 nadgodzin. To zaledwie praca w nadgodzinach w jedną sobotę i dwa dni powszednie w miesiącu.

A pracy coraz więcej. W ostatnim czasie wieże wiatrowe stały się ważnym produktem w portfelu stoczni.

- Dziś ten rynek jest tak chłonny, że mamy więcej chętnych, niż możemy wyprodukować. Mamy podpisane długoterminowe umowy z takimi potentatami jak Siemens i Nordex. Z innymi rozmawiamy, przechodzimy audyty.

Z kim?

- Na tym etapie nie mogę zdradzić. To są potentaci na rynku OZE. Myślę, że przejdziemy procedury pomyślnie. Za nami audyt Siemensa. Jesteśmy jego certyfikowanym dostawcą. Na razie robimy wieże lądowe. Nasze wieże stoją m.in. w Szwecji i na Pomorzu pod Słupskiem. Chcemy też wejść na rynek wież posadowionych na morzu. Ten segment bardzo dobrze się rozwija.

Co z fabryką wież?

- Podpisaliśmy umowę z wykonawcą, aktualnie finalizujemy rozwiązania technologiczne. Rynek wież morskich - fabryka jest realizowana głównie pod ten produkt - jest bardzo dynamiczny, pojawiają się zupełnie nowe rozwiązania budowy takich wież i ich fundamentów. Otrzymaliśmy pozytywną decyzję na dotacje unijne, mamy pozwolenie na budowę. Jak tylko uzgodnimy wszystkie ważne szczegóły techniczne, rozpoczniemy inwestycję. Z uwagi na fakt, że jest coraz większe zapotrzebowanie na wieże - uruchomiliśmy w międzyczasie dodatkową linię produkcyjną w hali K1 i przygotowujemy się do produkcji w hali przy Nabrzeżu Kaszubskim. W ten sposób będziemy mieć dodatkowe linie produkcyjne i fabrykę. Ale równie istotne jak wieże wiatrowe, są także konstrukcje stalowe. Wszystko się zmieniło od grudnia ub. roku, kiedy wydzierżawiliśmy Mostostal Chojnice. To jest firma z ponad 35 letnią tradycją i dużym potencjałem.

Takie jak stacker dla holenderskiego portu EMO, który bierze udział w konkursie organizowanym przez Polską Izbę Konstrukcji Stalowych?

- Tak. Teraz budujemy jeszcze ciekawszą rzecz, czyli trafostację dla duńskiego klienta. Prawie 900 ton konstrukcji, ponad 20 metrów wysokości, kilka pokładów. Elementy są robione w Chojnicach, potem przewożone do Stoczni Gdańsk. Będzie gotowa w czwartym kwartale. Wcześniej Mostostal Chojnice nie był w stanie podjąć się takich wyzwań, bo nie miał nabrzeży i odpowiedniego udźwigowienia. My nie mieliśmy dużego doświadczenia w sektorze konstrukcji stalowych. Wnieśliśmy infrastrukturę z dostępem do morza, a oni 35 lat doświadczeń w branży, znajomość rynku, klientów i procedur. Do lipca chojnicki zakład zakończył 17 projektów, a 12 jest w trakcie realizacji. O różnej skali. Czasami są to elementy mostów, a czasem trafostacje. Praca jest na okrągło. Dzisiaj możemy zrobić każdą konstrukcję stalową. Wszystko co jest ze stali i ma racjonalne rozmiary. Dźwigi, mosty, dachy, konstrukcje budynków i offshore. To na czym szczególnie nam zależy to właśnie rynek offshore. W tej dziedzinie też przechodzimy audyty różnych firm i myślę, ze przyszły rok powinien być ciekawy pod względem zamówień z tej branży. Czekamy też, tak jak wszyscy na boom w energetyce na rodzimym rynku. Ostatnie parę lat upłynęło pod znakiem Euro 2012, autostrad i funduszy unijnych. Mosty są zbudowane, powstają autostrady. Przydałyby się jeszcze wiadukty kolejowe, ale... i tak wszyscy czekają na energetykę. Kiedyś to wszystko musi ruszyć.

Czy kupicie Mostostal Chojnice?

- Ostatni przetarg został zamknięty, ponieważ nikt się nie zgłosił. Mamy podpisaną umowę dzierżawy na dwa i pół roku. Na razie nie ma powodu, żeby to zmieniać. Dzierżawimy najważniejsze aktywa, czyli część produkcyjną. Mamy też prawo pierwokupu.

Wiatraki, konstrukcje stalowe, a co ze statkami? Może statki do obsługi tych farm wiatrowych?

- Dyskusja ile i jakich statków potrzeba do obsługi farm wiatrowych trwa. Jest zapotrzebowanie na kilka, może kilkanaście jednostek typu "Innovation" czy "Thor", czyli statki do stawiania wież wiatrowych. To jest jednak bardzo wąski rynek, bo jeżeli mówimy, że na cały świat potrzeba 15 do 20 jednostek - to bardzo mało. To nie jest produkcja seryjna. My z racji naszego potencjału produkcyjnego nie będziemy budować takich statków, bo do tego trzeba mieć suchy dok. Natomiast są jeszcze potrzebne statki do obsługi farm wiatrowych. Ile? Są tacy, którzy twierdzą, że potrzeba od 300 do 500 takich jednostek. Przy czym dziś nie wiadomo jeszcze jak taki statek ma wyglądać. Trwają prace projektowe. Teoretycznie można wykorzystać całą flotę statków PSV czy AHTS, których dziś na świecie jest ponad 4,5 tys. Moim zdaniem firmy projektowe próbują "nakręcić" rynek. Wybudowanie takiej jednostki kosztuje niemało, do tego serwis i eksploatacja. Czy to się będzie opłacało? Opłaca się budować statki do obsługi platform wiertniczych, bo tam jest ropa i duże pieniądze. Ci armatorzy są bogaci.

Są podzielone zdania, czy OZE wykreuje wielki popyt na tego typu statki. Moim zdaniem tych jednostek nie będzie aż tak dużo. Żadna farma wiatrowa by nie powstała, gdyby nie dotacje np. rządowe. Serwisowanie dotowanej farmy wiatrowej pewnie będzie się odbywało jak najtańszym kosztem. A statek specjalistyczny kosztuje, usługi serwisowania musiałyby być bardzo drogie. Skąd operator farmy weźmie na to fundusze? W dobie problemów w Unii Europejskiej może się okazać, że nie będzie aż tyle pieniędzy na ekologię. Scenariusz, że przez najbliższe 10 lat wszystkie stocznie w Europie będą budować statki dla farm wiatrowych jest mało prawdopodobny. Oczywiście obsługa będzie potrzebna, ale nie na taką skalę. Lepsze rokowania są dla przemysłu offshore w sektorze wydobywczym. Norwedzy odkryli kolejne złoże naftowe. Statki AHTS, PSV, czy platformy to ciekawy i obiecujący rynek. Jeżeli takich statków jest 4,5 tys., to co roku część trzeba wymienić.

Takie statki buduje wasz sąsiad Remontowa Shipbuilding?

- Tak, ale... my raczej konkurujemy z Dalekim Wschodem. Jeżeli Remontowa Shipbuilding zbuduje 7 czy 8 rocznie, a my np. 5 to...

Wszyscy się wyżywią

- Tak, wystarczy dla wszystkich. Rywalizujmy z Azją. Zresztą Remontowa Shipbuilding ma swoich klientów od lat, my mamy swoich. Rzadko spotykamy się rywalizując o kontrakty. Podzieliliśmy się rynkiem.

Jesteście też zainteresowani rynkiem rosyjskim. Chwalicie się uzyskaniem specjalnego certyfikatu Rosyjskiego Morskiego Rejestru Statków, który dał stoczni zielone światło na budowę statków dla rosyjskich armatorów.

- Jesteśmy aktywni na tym rynku. Nawet podpisaliśmy niedawno dwa kontrakty na trawlery, ale... Umowy nie uprawomocniły się. Nie z naszej winy, armator nie zdołał uzyskać finansowania i finalnie w ogóle musiał zrezygnować z budowy. Bardzo liczyliśmy na to zamówienie, cóż może następnym razem. Budowa takiej jednostki to ogromne pieniądze. Taki trawler przetwórnia, bo o takie jednostki chodziło o dł. 130 m, kosztuje ok. 80 mln euro. Rynek rosyjski jest bardzo hermetyczny i trudny. Ale z drugiej strony bardzo obiecujący. Tam jest ok. 400 trawlerów do wymiany. Zresztą większość została zbudowana w Gdańsku w latach 70, 80 i 90. Zapotrzebowanie jest, ale nie ma pieniędzy. Poza tym branża rybacka jest w Rosji bardzo rozdrobniona. W większości są to drobni armatorzy operujący każdy na swoim kutrze. Ich nie stać na wydanie 30 mln euro, bo tyle około kosztuje średni statek rybacki. A z drugiej strony, rosyjskie stocznie nie są w stanie wybudować takich jednostek. Ich stocznie skupione są na budowaniu czy remontowaniu dla wojska. Na razie w Rosji nie jest to postrzegane jako problem - mówię o potrzebie wymiany floty, ale to tylko kwestia czasu.

Jakie macie obłożenie, jeżeli chodzi o produkcję statków?

- Na ten moment mamy podpisane umowy, które dają pracę do końca 2013 roku. Przed nami wodowanie drugiego promu pasażersko-samochodowego dla Norwegów. Na hali mamy dwa statki PSV, ale w blokach dla armatora z Norwegii. Armator będzie scalał je u siebie. Do tego umowa na dwie kolejne jednostki PSV dla Norwegów z opcją na kolejną. W tej materii też się dużo dzieje, choć o nas często się mówi, że nie budujemy statków, a kadłuby. Tymczasem nasze kadłuby wyposażamy w ok. 80 proc. Instalujemy m.in. silniki, linie wałów, agregaty, natomiast nie montujemy np. specjalistycznego wyposażenia ..
Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor:
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 94)

Dodaj opinię

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Ważne adresy

Najczęściej czytane