stat

Mamy Stocznię Gdańsk i co dalej


Za rok ma odzyskać rentowność, za dwa, trzy lata będzie wodować statki, jednak wszystko pod warunkiem, że zainwestujemy w nią kilkadziesiąt milionów złotych - twierdzą władze ARP. A ile kosztowało nas jej odzyskanie? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że w 2017 r. odnotowała ok. 50 mln zł straty. Stocznia Gdańsk, bo o niej mowa. Czy jej przejęcie to dobry biznes? Teraz trzeba będzie to udowodnić.



Od 19 lipca br. 100-proc. właścicielem Stoczni Gdańsk i GSG Towers są spółki z grupy Agencji Rozwoju Przemysłu. ARP to spółka Skarbu Państwa, działająca w ramach Grupy Polskiego Funduszu Rozwoju. Kiedyś potężny zakład zajmujący znaczą część Wyspy Ostrów, budujący statki w oparciu o pochylnie i dźwigi w sąsiedztwie Jana z Kolna zobacz na mapie Gdańska. Dziś to mały zakład od wież wiatrowych i konstrukcji stalowych z nabrzeżem. Kiedyś kolebka Solidarności, dziś przedsiębiorstwo, które od lat nie może znaleźć swojego miejsca na rynku. Jednak według zapewnień władz ARP, po restrukturyzacji Stocznia Gdańsk może stać się jednym z filarów przemysłu stoczniowego w Polsce. Jednak skoro nie udało się ukraińskim inwestorom, to dlaczego mamy wierzyć, że teraz się uda? Czy z zakładu od wież wiatrowych uda się zrobić stocznię?

Czytaj też: Nowy park maszynowy. Podwojenie mocy w GSG Towers

Za dwa, trzy lata będzie stocznia



Przeprowadziliśmy szczegółowe analizy - zapewnia Andrzej Kensbok, p.o. prezesa ARP i przyznaje, że do realizacji tego celu w stocznię trzeba zainwestować kilkadziesiąt milionów złotych. Proces ten ma zostać rozłożony w czasie. Jego zdaniem już w przyszłym roku firma, która w 2017 r. odnotowała ok. 50 mln zł straty, powinna odzyskać rentowność, a za dwa, najdalej za trzy lata ma wodować pierwsze statki.

Jak twierdzi Kensbok, w pierwszym okresie zakład będzie produkować głównie to, co umie najlepiej, czyli nadbudówki i stalowe elementy kadłubów. Jednak celem reorganizacji jest przyśpieszenie budowy statków. Dodał również, że stocznia z czasem powinna odzyskać kompetencje, które w ciągu kilkudziesięciu lat utraciła. Chodzi o produkcję rur, elementów do napędów i wyposażenia statków. Jedną ze specjalizacji ma być produkcja promów, na którą jest obecnie duży popyt. Tyle wiadomo dziś, jednak szczegółowa strategia ma być gotowa dopiero za kilka miesięcy.

Poprzedni rząd PiS sprzedał Stocznię, obecny zrepolonizował. Podpisana w 2007 roku umowa opiewała na 400 mln zł. Za ile ją odkupiliśmy? Tą informacją nie podzielono się z obywatelami, schowano się za tajemnicą handlową. Szef ARP powiedział jedynie, że zapłacono "znacznie mniej niż wyniosła kwota sprzedaży w 2007 roku". Znacznie czyli ile? - dopytuje się opozycja.

Kupiliśmy, tylko za ile?



Szef klubu PO Sławomir Neumann kilka dni temu wystosował interpelację do premiera, w której pyta o koszty, jakie Skarb Państwa poniósł w związku z odkupieniem Stoczni Gdańsk. W jego ocenie sprzedaż Stoczni w 2007 r. była "dziką" i "skandaliczną" prywatyzacją. Jak tłumaczy Neumann, dzięki tej interpelacji chce uzyskać wiedzę, "ile Polska władowała w ten interes, który PiS zrobił na przestrzeni tych 11 lat". O koszty odzyskania zakładu w oficjalnym piśmie skierowanym do ARP zapytała też Nowoczesna. ARP odmówiła jednak udzielenia informacji stwierdzając, że kupujący nie wykonywał zadań publicznych, nie występował w charakterze organu wykonującego władzę publiczną, lecz działał jako spółka prawa handlowego i zasłonięto się tajemnicą przedsiębiorstwa.

Prawo handlowe prawem handlowym, tajemnica tajemnicą, ale brak przejrzystości na pewno nie działa w tej sytuacji na korzyść. Bo dla większości komentatorów, skoro nie podano ceny, to znaczy, że była ona wysoka. A skoro tak, to być może nie chodziło o biznes.

Tuż po informacji o przejęciu Stoczni Gdańsk zapytaliśmy naszych czytelników, co sądzą o tej transakcji. Według 39 proc. przejęcie Stoczni Gdańsk i GSG Towers przez ARP to dobra decyzja, według 23 proc. czy dobra zależy od tego, "za ile" i czy cena była rynkowa, czy podyktowana polityką, a według 38 proc. to fatalna decyzja i marny interes.

- Nie wiadomo, za ile udało się kupić, za to wiadomo, że firma od lat ma poważne problemy finansowe. Nie podano ceny, ale podano, że w 2017 r. odnotowała ok. 50 mln zł straty. W tej sytuacji zapewnienia, że za rok zakład odzyska rentowność wydają się mało realne. A co dopiero mówić o zyskach. Dług, to co zainwestowano, kiedy to się uda odrobić? Za dużo w tym niewiadomych. Przede wszystkim wciąż brak strategii. Według mnie dowodem na to, że więcej w tym polityki niż gospodarki jest to, że nie ujawniono ceny - ocenia Władysław Jaszowski, publicysta morski.
Czytaj też: 50 mln zł na modernizację PGZ Stoczni Wojennej

- Kiedyś ARP miała Stocznię Marynarki Wojennej. Myślano o połączeniu jej z Nautą. Nic z tego nie wyszło, a Stocznia została postawiona w stan upadłości. Nauta też różnie sobie radzi. Niestety, tak to się kończy, jak za zarządzanie biorą się urzędnicy. Dlaczego w sprawie Stoczni Gdańsk ma być inaczej? Dlaczego dziś ma się udać? - mówi z kolei Maciej Borkowski, publicysta i komentator, ekspert od gospodarki morskiej.

Państwowa grupa stoczniowa



Sytuacja na rynku stoczniowym wciąż nie jest korzystna. Uśpiono przynajmniej 50 proc. stoczni na świecie w oczekiwaniu na lepszą koniunkturę. Jak twierdzą eksperci, to nie jest dobry moment na budowanie nowego potencjału stoczniowego.

- Jest wiele przykładów stoczni na świecie, które przez ostatnich 10 lat walczyły o przetrwanie i tę walkę przegrały. Tak bywa. Trzeba mieć naprawdę dobrą pozycję albo dobry produkt, aby sobie poradzić. Trzeba szukać nisz. To nie jest dobry okres, żeby ładować się w branżę stoczniową od początku - dodaje Maciej Borkowski.
- Stocznia Gdańsk jako zakład od konstrukcji stalowych - to może się udać. Być może szansą dla Stoczni jest też energetyka wiatrowa. Jednak pamiętajmy, że w GSG Towers robiono podstawy, a nie turbiny. Trzeba się porozumieć z potentatami na tym rynku, czyli z duńskim Vestas lub niemieckim Siemensem - mówi Władysław Jaszowski. - Mówi się jednak o powrocie do budowy statków. Mam wątpliwości, czy to się uda. Od trzech lat słyszymy o różnych programach dla przemysłu stoczniowego. Od ponad roku mamy ustawę stoczniową, jest program Batory, mówi się o funduszu stoczniowym i... dalej nic z tego nie wynika. Odkupiono Stocznię Marynarki Wojennej i nic. Państwowa Nauta ledwo sobie radzi. A w Szczecinie od roku nie mogą rozpocząć budowy promu dla PŻB. Czy nagle zakup Stoczni Gdańsk coś zmieni?
Należy pamiętać, że państwo ma na głowie nie tylko Stocznię Gdańsk. Od maja 2015 roku użytkownikiem wieczystym ponad 23 ha terenów po Stoczni Gdańsk na Wyspie Ostrów (w zamian za uregulowanie zobowiązań wobec wierzycieli Stoczni) jest Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna. Obecnie Strefa realizuje projekt aktywizacji terenów postoczniowych. W grudniu 2017 roku ówczesny prezes ARP przyznał, że gdyby nie udało się przejąć Stoczni Gdańsk, to na tym obszarze należącym do PSSE będzie realizowany plan powstania tzw. stoczni technicznej w oparciu o inne podmioty, m.in. Zamet, Montex, czy Stocznia Nauta. Czy teraz w projekt zostanie włączony majątek odkupiony od ukraińskiego właściciela?

Czytaj też: ARP rewitalizuje stocznię. Partnerami Zamet, Montex, Nauta i PSSE

Do tego wciąż nie wiadomo, jak zostaną podzielone inne aktywa stoczniowe należące do państwa, czyli Stocznia Wojenna, Stocznia Remontowa Nauta, Morska Stocznia Remontowa Gryfia i odkupiona rok temu Stocznia Szczecińska. Ostatnio ujawniono, że stocznie przechodzą pod nadzór Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Do tej pory należały do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, która podlegała resortowi obrony. Trwają też prace koncepcyjne nad tym projektem. Stocznia Szczecińska ma zostać połączona ze Stocznią Remontową Gryfia oraz spółką ST3 Offshore. Z kolei PGZ Stocznię Wojenną (czyli dawną Stocznię Marynarki Wojennej) czeka fuzja ze Stocznią Remontową Nauta. A co ze Stocznią Gdańsk?

Czytaj też: Program Batory. Miało być koło zamachowe, ale na razie utknęło na pochylni Wulkan

- Ostatecznie ma powstać jeden organizm, który będzie na zasadzie spółek zależnych zarządzał całą grupą stoczniową - powiedział zagadkowo minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk w czerwcu na uroczystościach z okazji Dni Morza w Szczecinie i dodał, że nie chodzi o budowę wielkich molochów stoczniowych, a o kooperację, o rynek zleceń od polskich armatorów, rozwój rynku offshore oraz budowy jednostek specjalistycznych. - Mamy nadzieję, że stanie się to do końca tego roku - dodał minister.

Koło zamachowe powinno mieć zęby



Przemysł stoczniowy mógłby być kołem zamachowym naszej gospodarki, jednak jak wynika z najnowszego raportu Instytutu Studiów Wschodnich "Polski sektor stoczniowy: stan obecny, perspektywy, zagrożenia", polskie stocznie, w szczególności te państwowe, znajdują się dziś w trudnej sytuacji. Ratunkiem jest produkcja o wysokiej wartości dodanej i specjalizacja. Wymaga to konsolidacji i kapitału, zarówno finansowego, jak i ludzkiego. Niezbędne jest więc wsparcie państwa, które pozwoli na dokonanie odpowiednich inwestycji. Według autorów raportu ma pomóc konsolidacja sektora pod nadzorem Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej oraz planowana specjalizacja stoczni w budowie jednostek takich jak promy, konstrukcji z segmentu energetyki odnawialnej, a przede wszystkim produkcji okrętów dla Marynarki Wojennej.

Czytaj też: Nowy prom PŻB. Dłuższy i później, ale ma być

Są aktywa, jest potencjał, ale wśród tych zakładów stoczniowych należących do państwa brakuje prawdziwej lokomotywy. Są programy rządowe, ustawy, ale od trzech lat rządowi, który mówił, że przemysł stoczniowy jest w ruinie, brakuje impetu w jego odbudowie. A czasu nie ma. Stocznie europejskie odbudowują swoją pozycję na rynku światowym w oparciu o zamówienia na promy wycieczkowe oraz statki specjalistyczne (promy, kutry rybackie, statki naukowo-badawcze, pogłębiarki czy wyciągarki). Nasz przemysł, i to głównie w oparciu o stocznie prywatne, zajmuje aż 22. miejsce wśród producentów statków na świecie. Naszym kołem zamachowym mógłby być rynek wewnętrzny. Niestety od roku staramy się rozpocząć faktyczną budowę promu dla PŻB. Prom ma być pierwszym z serii. Po nim miały powstać też promy dla PŻM. Wciąż nie możemy też ruszyć z programem budowy okrętów dla Marynarki Wojennej. Za to znów mówi się o pomyśle odkupienia od Australii używanych fregat typu Adelaide.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (253)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane